„A-a-a, kotki dwa” po raz czwarty tego wieczoru. Oddech dziecka wreszcie zwalnia, a Ty zastanawiasz się, ile jeszcze wytrzymasz bez ziewania. Kołysanki robią to, co powinny: pomagają się uspokoić, a często także zasnąć. Tylko dlaczego? To od lat próbują wyjaśnić psychologowie, lekarze z oddziałów dla wcześniaków, antropolodzy i archeolodzy muzyki. W tym celu mierzyli niemowlętom tętno i źrenice, porównywali pieśni z dziesiątków kultur, a nawet tłumaczyli babilońskie tabliczki. Zebraliśmy najciekawsze wyniki. Spoiler: nie musisz śpiewać jak profesjonalista, żeby uspokoić dziecko piosenką!
Z tego artykułu zapamiętaj:
- Kołysanki z różnych stron świata mają wiele wspólnych cech: często są wolne, ciche, śpiewane miękkim głosem i zbudowane z krótkich, powtarzanych fraz. Dorośli rozpoznają kołysankę z obcej kultury, a niemowlęta uspokajają się także przy kołysankach w językach, których nigdy nie słyszały.
- Kołysanka odczuwalnie wpływa na ciało: bicie serca zwalnia, źrenice są mniejsze niż podczas słuchania innych rodzajów pieśni, a wzrost pobudzenia widoczny w przewodnictwie skóry jest słabszy. U wcześniaków badania nad muzykoterapią dają niejednoznaczne wyniki.
- W jednym z eksperymentów niemowlęta zachowywały spokój ponad dwa razy dłużej podczas słuchania śpiewu niż mowy.
- Kojąca piosenka obniża pobudzenie u obu stron: tak u dziecka, jak i u śpiewającego rodzica. Śpiewasz zatem nie tylko dla malucha, ale i dla siebie.
- Regularny wieczorny rytuał może ułatwiać zasypianie, a znajoma piosenka pomaga uspokoić zdenerwowane niemowlę.
Kołysankę łatwo rozpoznać
Zacznijmy od ważkiego pytania: co w ogóle odróżnia kołysanki od innych piosenek?
By to wyjaśnić, na początku lat 90. zespół Sandry Trehub z Uniwersytetu w Toronto przeprowadził eksperyment. Dorosłym słuchaczom puszczano pary nagrań terenowych z odległych kultur: w każdej parze jedna piosenka była kołysanką, druga innym utworem, ale z tego samego miejsca. Słuchacze nie znali języka ani tradycji, a mimo to na ogół poprawnie wskazywali, które nagranie to kołysanka. Byli w stanie to zrobić nawet wtedy, kiedy badacze przepuścili nagrania przez filtr zamazujący słowa. Problemy pojawiły się dopiero wtedy, gdy same melodie zagrano na syntezatorze. Kołysankę zdradza więc nie tylko melodia, ale także sposób śpiewania: cichym, miękkim głosem. Eksperyment sugeruje, że barwa głosu i inne cechy wykonania dostarczają ważnych wskazówek, których nie da się w pełni odtworzyć samą melodią.
Cechą wielu kołysanek jest też tendencja do zapętlania. Chopin w Berceuse Des-dur op. 57 (berceuse to po francusku „kołysanka”) przez prawie cały utwór powtarza w lewej ręce ten sam jednotaktowy wzór, a prawa buduje nad nim coraz misterniejsze ozdobniki. Śpiewane dzieciom kołysanki robią to samo skromniejszymi środkami: „a-a-a” czy „luli, luli” – powtórzenie, powtórzenie, jeszcze raz powtórzenie.
Późniejsze badania zespołu Samuela Mehra z Harvardu potwierdziły, że kołysanki mają cechy rozpoznawalne niezależnie od kulturowych uwarunkowań. W eksperymencie z 2019 roku słuchacze trafnie rozpoznawali kołysanki z obcych tradycji częściej, niż wynikałoby z przypadku. Z kolei badanie z 2022 roku pokazało, że w różnych częściach świata śpiew do niemowląt jest zwykle cichszy i łagodniejszy niż śpiew dla dorosłych. Wygląda więc na to, że ludzie na całym świecie śpiewają dzieciom w zaskakująco podobny sposób.
Niemowlę nie pyta o język
Być może teraz pomyślisz: ha, dorośli mogą tak łatwo rozpoznawać kołysanki, bo nasłuchali się ich przez całe życie. Co jednak z dziećmi?
Na tę zagwozdkę odpowiada badanie opublikowane w 2020 roku, w którym wzięły udział 144 amerykańskie niemowlęta w średnim wieku siedmiu miesięcy. Badacze wykorzystali pulę ośmiu kołysanek z kultur, z którymi dzieci nie miały żadnego kontaktu (była wśród nich na przykład kołysanka Saamów z północy Skandynawii), oraz ośmiu dobranych w pary piosenek innego rodzaju z równie odległych miejsc. Każde dziecko słuchało czterech kołysanek i czterech innych pieśni.
Badacze mierzyli tętno, rozmiar źrenic i przewodnictwo skóry. Podczas słuchania kołysanek tętno dzieci spadało bardziej niż przy innych pieśniach. Źrenice były mniejsze, choć tę zależność sprawdzono tylko u 30 niemowląt. Przewodnictwo skóry natomiast nie spadało bezwzględnie: w całym eksperymencie stopniowo rosło, ale przy kołysankach wzrost ten był słabszy. Dzieci rzadziej też mrugały, co u niemowląt może świadczyć o większym skupieniu uwagi. Efekt dotyczący tętna nie zależał wyraźnie od wieku badanych dzieci – miały one od 2 do 14 miesięcy. To osłabia potencjalne wątpliwości, że reakcja wynika wyłącznie z wielomiesięcznego osłuchania z muzyką. Rodzice, zapytani, których piosenek użyliby do uspokojenia marudzącego dziecka, prawie jednogłośnie wskazywali kołysanki – choć słyszeli je pierwszy raz w życiu.
Śpiew ma też przewagę nad mową. W eksperymencie z 2016 roku naukowcy z Montrealu i Toronto sadzali niemowlęta w pustym, przyciemnionym pokoju, bez zabawek, z rodzicem siedzącym z tyłu. Puszczali im nagrania w języku, którego żadne z dzieci nie znało: po turecku. Następnie mierzyli, po jakim czasie pojawi się podkówka zwiastująca płacz. Przy tureckiej piosence do zabawy dzieci wytrzymywały średnio około dziewięciu minut. Przy mowie – około czterech, przy czym wysoki, zdrobniały „głos do dzieci” wypadł praktycznie tak samo jak zwykła rozmowa dorosłych. Autorzy podejrzewają, że znaczenie może mieć przewidywalna struktura śpiewu: stałe tempo, regularny puls i powracające frazy. Dzięki nim dziecku może być łatwiej przewidywać kolejne dźwięki.
Co się dzieje w ciele podczas słuchania kołysanek?
Co to jednak znaczy, że „kołysanki uspokajają”? Jak już wiesz, u niemowląt słuchających kołysanek obserwowano wolniejsze bicie serca, mniejsze źrenice i słabszy wzrost przewodnictwa skóry niż podczas słuchania innych pieśni. Te reakcje są związane z autonomicznym układem nerwowym, który reguluje pracę narządów bez naszej świadomej kontroli. Jego dwie główne części – współczulna i przywspółczulna – współdziałają ze sobą, a ich aktywność zmienia się zależnie od sytuacji:
- w stanie zwiększonego pobudzenia serce często bije szybciej, źrenice mogą się rozszerzać, a aktywność gruczołów potowych zwiększa przewodnictwo elektryczne skóry,
- podczas uspokajania się tętno może zwalniać, źrenice się zwężać, a reakcja skóry związana z pobudzeniem może słabnąć lub rosnąć wolniej.
Kiedy kilka takich pomiarów wskazuje na mniejsze pobudzenie, mamy mocniejszą podstawę, by mówić o fizjologicznym uspokojeniu dziecka. To stan sprzyjający zasypianiu, ale nie tożsamy ze snem. W badaniu z obcymi kołysankami naukowcy mierzyli przede wszystkim reakcję na krótkie nagrania, a nie czas potrzebny do zaśnięcia.
Najdokładniej można było to zbadać na oddziałach dla wcześniaków, gdzie dzieci cały czas są podłączone do monitorów. W badaniu z 2013 roku muzykoterapeutka Joanne Loewy wraz z zespołem przeprowadziła eksperyment z udziałem 272 wcześniaków z jedenastu amerykańskich szpitali. Badacze porównywali trzy rodzaje dźwięku wykonywanego na żywo:
- kołysankę wybraną przez rodziców,
- rytm wystukiwany na drewnianej skrzynce (tzw. gato box), który przypomina bicie serca,
- szum „ocean disc”, instrumentu wypełnionego drobnymi kulkami, mającego naśladować odgłosy słyszane przez dziecko w łonie matki.
Przy kołysance i rytmie serca spadało tętno. Dźwięki „ocean disc” wiązały się ze zmianami wzorców snu i niższym tętnem po zakończeniu interwencji. Rytm wspierał ssanie, a kołysanka wydłużała spokojne czuwanie oraz poprawiała niektóre wskaźniki karmienia, między innymi ilość przyjmowanych kalorii. Muzykoterapia zmniejszała też odczuwany przez rodziców stres.
Trzeba tu jednak pamiętać, że badania na wcześniakach zwykle obejmują niewielkie grupy. Metaanaliza z 2016 roku (której współautorką jest Łucja Bieleninik z Uniwersytetu Gdańskiego) zebrała dane z 14 badań obejmujących 964 wcześniaki i 266 rodziców. Autorzy zwrócili uwagę na duże różnice między badaniami, a dla wielu wskaźników – między innymi tętna, snu czy innych korzyści rozwojowych – dowody były niewystarczające, by potwierdzić lub wykluczyć skuteczność terapii. W tej metaanalizie z 2016 roku najmocniejsze dowody dotyczyły uspokojenia oddechu dziecka i redukcji lęku matki. Nowszy przegląd Cochrane z 2023 roku, obejmujący szerszy zakres interwencji muzycznych i wokalnych, wskazuje jednak na bardziej przekonujące dowody obniżenia tętna, zwłaszcza po interwencji, niż częstości oddechu. Wyniki nie są więc jednoznaczne. A zatem śpiewanie kołysanek daje też coś rodzicom – i ten wątek wypada teraz rozwinąć.
Kołysanka uspokaja dwie osoby naraz
W badaniu z 2020 roku Laura Cirelli, Zuzanna Jurewicz i Sandra Trehub poprosiły 30 matek, żeby śpiewały niemowlętom „Twinkle, Twinkle, Little Star”, na zmianę kojąco i bardziej radośnie, a obu stronom na bieżąco mierzono przewodnictwo skóry. Przy wersji kojącej pobudzenie matki i dziecka w miarę śpiewania spadało. Przy zabawowej wersji pozostawało stabilne, za to dzieci uważniej patrzyły na mamę. Jedna melodia może więc służyć do dwóch różnych rzeczy, zależnie od tego, jak się ją zaśpiewa.
Autorki zwracają przy okazji uwagę na ciekawą różnicę kulturową. W Ameryce Północnej rodzice częściej śpiewają dzieciom piosenki zabawowe niż kojące, ale w wielu innych kulturach jest odwrotnie – szczególnie tam, gdzie niemowlę pozostaje w niemal stałym kontakcie z ciałem opiekuna. Tak czy inaczej: skoro przy kojącym śpiewie pobudzenie spada u obojga, wieczorna kołysanka bywa jednym z nielicznych momentów dnia, w którym rodzic i dziecko uspokajają się jednocześnie. Warto to docenić!
Kiedy powstały kołysanki? Cztery tysiące lat lulania
Kołysanki towarzyszą nam od… no, nie wiemy, czy od zawsze, ale na pewno od bardzo długiego czasu. Jedna z najstarszych znanych kołysanek pochodzi z Babilonu. Jej słowa zapisano pismem klinowym na glinianej tabliczce sprzed około czterech tysięcy lat, dziś przechowywanej w British Museum. Richard Dumbrill, archeomuzykolog, który się nią zajmował, zwraca uwagę na dość niepokojącą treść: dziecko swoim płaczem zbudziło demona, a jeśli zaraz nie ucichnie, demon je zje. Według Dumbrilla, cytowanego w 2013 roku przez BBC, straszenie było typowe w kołysankach tamtej epoki.
Późniejszy babiloński tekst, zapisany na tabliczce dziś przechowywanej na Yale, jest łagodniejszy: dziecko ma zasnąć jak senna młoda gazela i drzemać jak pasterz na warcie. Towarzyszy mu jednak zalecenie, by płaczące niemowlę natrzeć pyłem z progu, ważnej ulicy albo z grobu, o czym pisał w swoim artykule Noor Al-Samarrai. Tych metod zdecydowanie nie polecamy – choć rozumiemy, że dziecko płaczące o trzeciej w nocy może inspirować do sprawdzania nawet najbardziej dziwacznych pomysłów.
Dlaczego jednak „od zawsze” śpiewamy dzieciom? W pracy z 2017 roku Samuel Mehr i Max Krasnow z Harvardu zaproponowali odpowiedź opartą na gruncie biologii ewolucyjnej. W tym ujęciu niemowlę bez przerwy domaga się uwagi rodzica, tymczasem rodzic ma na głowie kilka innych spraw (u naszych przodków: jedzenie, drapieżniki, starsze rodzeństwo). Śpiew miał być kompromisem między zajmowaniem się czymś innym a kontaktem z dzieckiem.
Teoria jest zgrabna, ale nie wszystkich przekonuje. Sandra Trehub odpowiedziała w 2021 roku, że śpiewanie niemowlętom często odbywa się równocześnie z noszeniem, bujaniem i dotykaniem, a więc trudno traktować sam głos jako odrębny sygnał rodzicielskiej uwagi. Polszczyzna zresztą dobrze ilustruje związek śpiewu z ruchem. Wprawdzie angielskie „lullaby” wywodzi się prawdopodobnie od uspokajających sylab w rodzaju „lu-lu”, ale polska „kołysanka” już ewidentnie bierze swoją nazwę od ruchu. To argument przeciwko zbyt prostemu wyjaśnieniu funkcji śpiewu.
Co z tego wszystkiego wynika dla Ciebie?
Badania to fajna sprawa, ale raczej nikt nie będzie wieczorem mierzyć dziecku źrenic, sprawdzać przewodnictwa skóry ani liczyć uderzeń serca między „wlazł kotek” a „na płotek”. Na szczęście wnioski z tych wszystkich eksperymentów są dużo prostsze niż aparatura, której używali naukowcy.
1. Nagrania kołysanek też się przydają
W dwóch wskazanych wyżej badaniach dzieci słuchały nagrań i także się uspokajały. Nie zmienia to faktu, że śpiewanie na żywo daje coś jeszcze: możliwość dopasowywania tempa i sposobu wykonania do reakcji dziecka, a także bezpośredni kontakt z rodzicem. Jak pokazał eksperyment z „Twinkle, Twinkle”, kojące śpiewanie może również obniżać pobudzenie samego śpiewającego. Nagranie przydaje się też jako ściągawka – możesz nauczyć się z niego melodii, a potem zaśpiewać ją dziecku samodzielnie. Poza tym są wieczory, gdy rodzic jest wyczerpany albo boli go gardło; śmiało można wtedy skorzystać z nagrań.
2. Stały rytuał może ułatwiać zasypianie
Tu przywołamy badanie z 2009 roku, które nie zmieściło się wyżej. 405 matek dzieci w wieku od 7 miesięcy do 3 lat, które miały kłopoty ze snem, podzielono na dwie grupy. Po tygodniu obserwacji dotychczasowych zwyczajów jedna przez dwa tygodnie trzymała się stałego wieczornego schematu: kąpiel, masaż lub balsam, potem spokojne zajęcia, na przykład przytulanie albo kołysanka, i zgaszone światło najpóźniej pół godziny po kąpieli. Druga robiła to, co zawsze.
W pierwszej grupie dzieci szybciej zasypiały i rzadziej się budziły, a według dzienników matek średni najdłuższy nieprzerwany odcinek snu niemowląt wydłużył się z 6,9 do 8,5 godziny. Poprawił się też nastrój matek. Trzeba jednak podkreślić, że badano cały wieczorny rytuał, a nie samą kołysankę. Śpiewanie było tylko jedną z możliwych spokojnych aktywności i nie sprawdzano osobno jego wpływu na sen.
Za wyborem znajomej piosenki przemawiają natomiast wyniki innego eksperymentu. W badaniu z 2020 roku Laura Cirelli i Sandra Trehub porównywały, jak niemowlęta w wieku 8 i 10 miesięcy reagują na śpiewanie przez rodzica piosenki dobrze znanej, nieznanej oraz na zwykłą mowę. Obie wersje śpiewu skuteczniej zmniejszały oznaki zdenerwowania niż mówienie, ale znajome piosenki najlepiej poprawiały nastrój dzieci i częściej wywoływały uśmiech. Co ważne, nie oznaczało to zawsze najniższego pobudzenia – znajoma melodia mogła także przyjemnie ekscytować.
Warto więc mieć kilka sprawdzonych piosenek na wieczór. Mogą stać się ważnym elementem Waszego rytuału, choć nie ma potrzeby pilnować, by zawsze była to ta sama melodia.
3. Wieczorem kojąco, rano skocznie
Eksperyment z „Twinkle, Twinkle” pokazał, że wersja zabawowa przyciąga uwagę, a kojąca obniża pobudzenie. Ta sama melodia może więc wywoływać różne reakcje w zależności od sposobu wykonania. Rano albo po drzemce śmiało przyspiesz, zaśpiewaj wyżej i głośniej lub podbij rytm podskakiwaniem na kolanie – dziecko otrzyma sygnał, że dzieje się coś ciekawego, i będzie uważniej na Ciebie patrzeć. Wieczorem ta sama melodia potrzebuje odwrotnych ustawień: wolniej, niżej, ciszej, z bujaniem zamiast podskoków. Niemowlę reaguje nie tylko na słowa, ale również na tempo, barwę głosu, głośność i sposób wykonania.
4. Nie musisz „umieć śpiewać”, by śpiewać dzieciom
W przywoływanych wyżej badaniach naukowcy sprawdzali tempo, głośność, barwę i powtarzalność. Nie testowali natomiast bezpośrednio, czy fałszowanie zmienia skuteczność kołysanki. Nie można więc na ich podstawie stwierdzić, że czystość intonacji nie ma żadnego znaczenia. Wiemy jednak, że niemowlęta reagują uspokojeniem także na nieznane kołysanki, śpiewane przez obcych ludzi, w obcych językach, z nagrań terenowych dalekich od studyjnej jakości. Nic nie wskazuje na to, by rodzic musiał dysponować profesjonalnie wyszkolonym głosem, żeby śpiewać swojemu dziecku.
Piszemy o tym, bo sporo rodziców dzieciom po prostu nie śpiewa. Powody znamy wszyscy: „nie umiem”, „nie pamiętam słów”, „głupio mi”, „jeszcze ktoś usłyszy”. U wielu z nas ciągnie się to od szkolnej lekcji muzyki, po której zostało przekonanie, że słoń nadepnął nam na ucho, a śpiewać wolno najwyżej w samochodzie, przy zamkniętych oknach. Autorki eksperymentu z turecką piosenką zauważyły zresztą, że matki na Zachodzie mówią do niemowląt dużo częściej, niż im śpiewają. A szkoda!
Gdzieś po drodze śpiewanie przeniosło się z kuchni na scenę. Nasze prababcie śpiewały przy darciu pierza, przy pracy w polu i nad kołyską, i raczej nikt nie sprawdzał, czy czysto trafiają w dźwięk. Dziś śpiew kojarzy się z jurorami, którzy po kilku taktach odwracają fotele albo nie, i z nagraniami wygładzonymi w studiu do ostatniej sylaby. Nic dziwnego, że dorosły człowiek nad łóżeczkiem czuje się jak na castingu. Tyle że tu nikt nie ocenia. Kołysance bliżej do głaskania po plecach niż do koncertu: liczy się to, że ktoś jest obok, śpiewa tym samym spokojnym głosem co wczoraj i jutro zrobi to znowu.
Kołysanki na dzisiejszy wieczór
Jeśli szukasz melodii do wspólnego śpiewania, zajrzyj do książki „Kołysanki” z muzyką w aplikacji pomelody. Możesz też posłuchać „Kołysanki od mamy” na naszym YouTube i nauczyć się melodii na kolejny wieczór.
Pobierz tablicę wieczornych rytuałów
Chcesz ułożyć własną kolejność spokojnych czynności przed snem? Zapisz się do newslettera pomelody i odbierz tablicę wieczornych rytuałów do wydrukowania. Dopasuj ją do zwyczajów Waszej rodziny i dodaj chwilę na kołysankę.
Po wysłaniu formularza otworzy się materiał. Zapisujesz się do newslettera pomelody; możesz wypisać się w każdej chwili. Polityka prywatności.
Przeczytaj także: jak stworzyć wieczorne rytuały oraz jakie kołysanki wybrać dla dziecka.
Dobre rzeczy warto odkrywać razem.
← Wróć do wszystkich artykułów



